Moneta ukryta w czeluściach wyspy nie była zwykłą monetą. Była wykonana ze złota, jakiego już na ziemi spotkać nie można. Ukuta przez przedwieczne Istoty, Moce i żywioły w obecności gwiazd i Księżyca. Kto posiadł ją, władał bogactwem całej ziemi.
Śnieżne kwiaty lada dzień miały zakwitnąć. Szeleszcząca Paszcza w swoim brzuchu przetrzymywała trzy tęczowe muszle. W Szarej Równinie skrzynia niezwykłości czekała na odkrycie. Zły czarnoksiężnik nie wiedział, a może zapomniał, że kij ma dwa końce, a moneta ma dwie strony. Co oznaczało, że rytuał związany z panowaniem nad światem i wejście w posiadanie monety, która dawała nieograniczone bogactwo był tylko jedną stroną historii. Była jednak druga strona i drugi koniec kija.
Sześcioro piratów płynęło już od kilku miesięcy po wodach oceanu szukając Kanału Trzech Fal, którym można było wpłynąć do Pampuchowego Oceanu i dostać się na ukrytą Smoczą Wyspę.
Piraci, chociaż kochali skarby i wszelkie bogactwo, w rzeczywistości byli ludźmi o dobrych sercach, wybrali więc drugą ścieżkę. Wiedzieli, że będą musieli przepłynąć Kanałem Trzech Fal, spotkać się ze smokiem, odgadnąć zagadki i przejść zadania, których niewielu by się podjęło. Zdobyć niezbędne przedmioty, uwolnić smoka i wrócić do swojego świata.
Smok, jak wiemy, od setek lat był przykuty niewidzialnym łańcuchem do wyspy i do ukrytej monety. Od tak dawna nie rozprostował swoich skrzydeł. Nie bawił się, nie latał, nie pływał i nie nurkował. To, że jeszcze pozostał przy zdrowych zmysłach i zachował niegasnącą nadzieję w sercu zawdzięczał swoim przyjaciołom i snom, które przynosiły obrazy zwiastujące zmianę.
– Witajcie drodzy śmiałkowie. Czekałem na was od setek lat. Jesteście moja nadzieją – głos Wodnego Smoka przetoczył się po wyspie otulając niejako piratów swoim brzmieniem i wnikając głęboko do ich serc.
Mogę dać wiele, ale nie oddam jednej rzeczy, monety. Ona musi wrócić na dno oceanu, by już nigdy nie wpadła w niepowołane ręce.
– Daję ci dwie minuty – kontynuował smok – Taka postawa nie przystoi żeglarzowi. Jeśli coś ci nie odpowiada, zawróć natychmiast. Więcej szkody mogą przynieść twoje negatywne myśli niż brak rozwiązania dzisiejszej zagadki.
Oto zagadka: Czas decyzji ma już za sobą. Jedna część trzyma się mocno. Zapuszcza korzenie. Druga pragnie iść na przód, rosnąć i spotkać się ze słońcem. Chce wyjść z ciemnego w stronę zielonego. Nie jest już malutkie, nie jest też duże i dojrzałe. Jego czas to czas P O M I Ę D Z Y . Jest pełen woli życia.
– Gdzieś wśród śnieżnych lodowców zobaczysz obszar, który będzie mienić się barwami tęczy. Raz na trzysta lat śnieg i lód właśnie w jednej strefie zabarwiają się wszystkimi kolorami i zakwitają tam śnieżne kwiaty. Nikt nie wie, dlaczego tak się dzieje i co sprawia, że to niezwykłe zjawisko ma miejsce. Mroźny wiatr szumi o tym, iż jest to pamiątka miłości, symbol pamięci i uczucia władcy Krainy Lodu wobec Pani Wiosny.
Kaborax nie odczuwał zimna. Dar smoka w postaci niewidzialnego otulenia jego ogniem, przyniosła mu wiarę w powodzenie eskapady.
Wokół mieniły się kolory, a przed nim roztaczała najbardziej bajkowa łąka, na której rosły kwiaty, jakich świat nie widział i nie zobaczy.
Udasz się na Łąkę Geometryczną. W środku łąki dosłownie zalega Szeleszcząca Paszcza. To dziwny i dziki stwór. Nie wiadomo do dzisiaj jak się tam zjawił i skąd pochodzi. Podobno jest samozwańczym królem wszystkich łąk, o których się dowie. Ukochał sobie kształty, dlatego tam, gdzie się zjawi dostosowuje przestrzenie do swoich upodobań.
Łąkowy król, czując dyskomfort i częste kłucie, postanowił przejść na jednodniową dietę. To duże wyzwanie, zważywszy na to, iż Szeleszcząca Paszcza praktycznie nie przestawała jeść nigdy. Nie zorientowała się również, iż została pozbawiona skarbu, którym tak się chwaliła i który był podstawą do uznania siebie jako króla wszystkich łąk.
Tym razem smok poprosił fale oceanu o pomoc. Te, delikatnie przeniosły bohatera na statek.
Jestem tutaj. Pomyślał. Muszę być czujny i jak mówił smok, nie mogę wierzyć w nic, co zobaczę i usłyszę.
Spojrzał w dół. Nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył. Jego nogi ugrzęzły w metalowych kleszczach.
Celem Szarej Równiny było zniszczenie i doprowadzenie do szaleństwa każdego przybysza.
Matorax zwątpił. Ponownie. Słowa pilota wydały mu się logiczne i wprowadziły niepewność w jego pewność. I znów wziął głęboki oddech przed podjęciem decyzji. Tylko tyle i aż tyle.
Pożegnali się bez słów. W takich sytuacjach często słowa są za małe, by wyrazić ogrom emocji. Prawda i uczucia przepływają strumieniem z serca do serca. Tak było i tym razem.
|
|




